środa, Listopad 21, 2018
0
  • No products in the cart.
zawody

13. PKO Silesia Półmaraton, czyli kolejna edycja największej imprezy biegowej na Śląsku

Silesia Półmaraton czyli półmaraton przebiegający przez trzy śląskie miasta – Katowice, Siemianowice Śląskie i Chorzów, półmaraton, który nie należy do łatwych i niekoniecznie nadaje się ustanawiania rekordów życiowych. Bieg wchodzi w skład imprezy biegowej, na którą, poza półmaratonem, składają się Silesia Maraton i Mini Silesia Maraton.

Nie był to mój pierwszy udział w tym biegu – poprzednio ukończyłam go dwa lata temu, podczas 11. edycji, jednak wtedy trasa przebiegała inaczej. Start i meta zawodów znajdowały się przy centrum handlowym Silesia. Tym razem bieg rozpoczynał się i kończył przy stadionie w Parku Śląskim. Nie wiem czy ta zmiana spowodowała, że trasa wydała mi się dużo ciekawsza i przyjemniejsza (jeśli można tak powiedzieć o trasie, której profil jest daleki od płaskiego). Mogło to być też spowodowane tym, że obecnie mieszkam w tych okolicach i miejscami trasa półmaratonu pokrywała się z trasami, na których realizuję codzienne treningi.

Pakiet startowy postanowiłam odebrać na spokojnie, dzień przed startem. Trafiłam na moment, w którym część biegaczy przygotowywała się do startu w Mini Silesia Maratonie – bezpłatnym biegu na dystansie około 4,5 km. Po drodze do biura zawodów, które znajdowało się na Stadionie Śląskim, spotkałam znajomych z Night Runners Gliwice oraz Night Runners Zabrze, których w tym miejscu pozdrawiam i gratuluję biegu. Jak zwykle biła od nich radość i pozytywna energia, więc ciężko było ich nie zauważyć. 🙂 Sam odbiór pakietu przebiegł sprawnie, nie stałam w żadnej kolejce i po chwili mogłam wracać do domu, regenerować się przed startem mającym się odbyć nazajutrz.

Na bieg udałam się tramwajem – organizatorzy umożliwili biegaczom darmowe korzystanie z transportu publicznego na podstawie numerów startowych. Dzięki temu, że maraton wystartował o 9, a start półmaratonu przewidziany był na godzinę 10:45, w okolicy startu nie było aż tak dużych tłumów.

Moje oczekiwania na bieg nie były sprecyzowane. Ze względu na nienajlepszą formę i zmęczenie ciężko było planować konkretny wynik. Życiówki nie planowałam, zresztą już nie pamiętam jakie to uczucie pobić swój rekord życiowy. Jednakże nie w moim stylu jest startowanie w zawodach tylko dla zabawy, postanowiłam więc założyć sobie, że zmieszczę się w czasie 1:35. Znajomym oczywiście powiedziałam, że chcę zmieścić się w 1:40, żeby nie zapeszać. 🙂

Przed startem nie byłam zestresowana, traktowałam ten bieg raczej jak sprawdzian formy, zresztą nie trenowałam do półmaratonu, więc po prostu zastanawiałam się jak to będzie. Żeby ukończyć bieg w 1:35, powinnam biec tempem 4.30 min/km, jednak, ze względu na profil trasy, postanowiłam zacząć trochę szybciej i tak wyszło tempo pomiędzy 4.20, a 4.25. Trasa zaczynała się w Parku Śląskim, a potem przebiegała ulicami Katowic i Siemianowic Śląskich. Wszędzie było mnóstwo kibiców, co było bardzo miłe. Szczerze ich podziwiam, za to, że chciało im się stać przy trasie i dopingować zawodników, nie wiem czy ja bym dała radę. 🙂 Odległości rozmieszczenia punktów odżywczych mniej więcej pokrywały się z tym, co było w informatorze i moim zdaniem, było ich wystarczająco dużo. Na każdym z nich brałam kubek izotoniku i kubek wody. Na temat jedzenia nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ nie jem podczas biegu, ale wyglądało na to, że jedzenia również nie brakowało. Mam nadzieję, że inni zawodnicy byli tak samo zadowoleni, jak ja.

Jak już wcześniej wspomniałam, trasa nie była płaska i rzeczywiście – chwilami biegło się z górki, żeby za chwilę znów pokonywać podbieg. W pewnym momencie, trasy maratonu i półmaratonu zaczęły się pokrywać i miałam okazję z bliska zobaczyć, jak bardzo męczący był to bieg. Zresztą już po ukończeniu 11. edycji biegu stwierdziłam, że w najbliższym czasie nie wystartuję tu w maratonie. Zapewne kiedyś się zdecyduję, ale póki co, wolę cieszyć się połową dystansu. I to dosłownie cieszyć, ponieważ pokonując kolejne kilometry przypomniałam sobie jak bardzo lubię biegać półmaratony. Zazwyczaj drugą połowę dystansu pokonuje mi się lepiej i tak też było tym razem. Co prawda, tempo mi spadło i starałam się utrzymać je na poziomie 4:30, jednak nie przejmowałam się, bo nadal zdarzało mi się wyprzedzać innych zawodników, co oznacza, że nie byłam aż taka słaba. Chwilami dokuczał mi wiatr i w okolicach 16 kilometra zaczął się długi, męczący podbieg. Z tego co słyszałam, pod koniec tego męczącego odcinka, w okolicach 17 kilometra, planowali ustawić się znajomi z Night Runners Gliwice. Bardzo na to liczyłam i rzeczywiście – już z daleka było widać żółte koszulki i słychać było donośny doping. Ani trochę mnie to nie zaskoczyło – nie od dziś wiadomo, że Night Runnersi nie tylko dobrze biegają, ale także świetnie dopingują innych biegaczy na trasie. Pomimo tego, że bieg nie sprawiał mi większego dyskomfortu, poczułam się dużo lepiej i ostatnie kilometry zleciały mi niezwykle szybko. Meta zawodów znajdowała się na bieżni Stadionu Śląskiego, jednak dystans biegu był nieco dłuższy od długości półmaratonu, co trochę mnie zmyliło – po wbiegnięciu na stadion trzeba było pokonać jeszcze odcinek na bieżni. Nie zmienia to jednak faktu, że z samego finiszu jestem bardzo zadowolona – udało mi się zauważalnie przyspieszyć. Mało tego, gdy zauważyłam, że w niedalekiej odległości, przede mną biegnie inna dziewczyna, włączył mi się duch rywalizacji i przyspieszyłam jeszcze bardziej, w efekcie równo z nią wbiegając na metę. Nasze czasy brutto były identyczne, czasy netto różniły się o 5 sekund na moją niekorzyść, co i tak jest nieważne – ten finisz dostarczył mi tyle emocji, że wynik na prawdę nie był istotny. A wynosił on 1:35:31, więc nie do końca udało mi się zmieścić w założonym przeze mnie limicie.

Po przekroczeniu linii mety wolontariusze od razu wręczali medale i napoje, kawałek dalej można było dostać posiłek. Depozyt był na miejscu, więc już po chwili byłam pojedzona i miałam swoje rzeczy. Nie wiem czy wspominałam, ale i tak wszyscy wiedzą, że podczas tej imprezy miały odbyć się mistrzostwa Night Runners na dystansie półmaratonu. Po cichu liczyłam na miejsce na podium i, jak się okazało, mój czas dał mi drugie miejsce wśród kobiet biegających w barwach Night Runners. Dekoracje miały odbyć się dopiero w okolicach godziny 14:45, więc po biegu było bardzo dużo czasu na spotkanie ze znajomymi biegaczami, podzieleniem się wrażeniami z biegu i zrobieniem mnóstwa wspólnych zdjęć. Jak się okazało, trzecie miejsce w klasyfikacji Night Runners zajęła Magda biegająca, tak jak ja, w barwach Night Runners Gliwice, więc było mi raźniej, że staniemy razem na podium. Sama dekoracja przebiegła szybko i sprawnie, a po niej zrobiliśmy sobie jeszcze kilka wspólnych zdjęć i rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę.

Podsumowując, bieg mogę zaliczyć do bardzo udanych. Organizacja była na medal, co jest dużym plusem, biorąc pod uwagę liczbę biegaczy startujących w obu biegach. Nie brakowało punktów odżywczych na trasie, a temperatura nie rozpieszczała, więc gdyby czegoś zabrakło, z pewnością byłoby to istotnie odczuwalne. Atmosfera była wspaniała, ale to już bez wątpienia zasługa wszystkich spotkanych biegowych przyjaciół. Gdyby nie Wy, ten bieg nie byłby taki cudowny! 🙂