czwartek, 8 czerwca, 2023
0
  • No products in the cart.

archivepaździernik 2014

Bez kategorii

„ANYTHING IS POSSIBLE”

Po sukcesie, jakim był dla mnie start na dystansie 1/2 IRONMANa, przyszedł czas odpocząć od reżimu treningowego, który sobie przez kilka wcześniejszych miesięcy narzucałem. Wreszcie można było uprawiać sport dla czystej przyjemności, a nie realizować ściśle zaplanowane zadania. Korzystając z końca wakacji kilka dni spędziłem pływając na wakeboardzie, było trochę gry w tenisa, luźnych bieg-ów czy jazd na rowerze, wreszcie bez wyrzutów sumienia mogłem pobawić się na imprezie w gronieznajomych. Z drugiej jednak strony, euforia po ukończeniu bardzo ważnych dla nas zawodów sprzyjaplanowaniu celów na przyszłość. I tak, tydzień po starcie, wciąż odczuwając ogromne zmęczenie za-pisałem się na Poznań Maraton, do którego pozostały ledwie dwa miesiące… Mało tego, wtedy wła-śnie pomyślałem, że skoro osiem miesięcy przygotowań wystarczyło by pokonać „połówkę” z bardzodobrym wynikiem, to chyba najwyższy czas pójść o krok dalej i zapisać się na całego IRONMANa…Decyzję tym razem podjąłem samodzielnie i dokładnie 20 dni po starcie w poznańskim triathlonie zapisałem się na zawody IRONMAN SWEDEN 2014 w miejscowości Kalmar odbywające się w sierpniu2014. Dystans? 3,8 km pływania, 180 km jazdy na rowerze i do przebiegnięcia maraton (42,2 km)…JESIEŃ 2013Od czasu startu w triathlonie wciąż odzywało się pasmo biodrowo-piszczelowe. Z problemem borykałem się już dobrych kilka tygodni. Wizyta i wykonane przez fizjo-loga-osteopatę badania poskutkowały zupełną modyfikacją założeń treningowych. Od tej pory moje przygotowania nie obejmowały biegania w tradycyjnej formie. Znalazły się za to w nich: pływanie (ok. 3 razy w tygodniu), treningi siłowe, cross fit, spinning, ćwiczenia propriorecepcji (na piłkach lub taśmach TRX), pełne sesje rozciągania i joga. Bieganie ograniczyłem do minimum, a odbywało się ono w butach minimalistycznych wymuszających lądowanie na palcach i wzmożoną pracę mięśni nóg. Aby zupełnie nie zapomnieć „jak się biega” i uwierzyć, że pokonanie królewskiego dystansu jestw moim zasięgu zrobiłem jedno długie wybieganie (31 km) z narastającym tempem.Tydzień przed maratonem kontrolnie wystartowałem w biegu na 10 km (III Dycha Drzymały). Ku mojemu zdziwieniu osiągnąłem na tym dystansie życiówkę, bijąc poprzedni rekord o ponad minutę! Duże zaskoczenie! Jednak zupełna zmiana treningów opłaciła się –forma wzrosła i jednocześnie udało się wyeliminować ból. Na ostatni tydzień pozostało już tylko bezpośrednie przygotowanie przedstartowe, czyli sprawdzony zestaw:3-dniowa dieta białkowa,następnie3-dniowe ładowanie węglowodanami,sauna, masaż i lekkie treningi: rozpływanie, trucht i rozciąganie. Start w maratonie okazał się dlamnie także wielkim zaskoczeniem. Od początku czułem dużą moc, jednak starałem się utrzymywać zaplanowane wcześniej tętno na poziomie 83-84% tętna maksymalnego. Bardzo motywowało mnie wyprzedzanie kolejnych osób,ani na chwilę niepoczułem, że mógłbym zrezygnować lub zwolnić. Nie bez wpływu jest tutaj po raz kolejny dopingbliskich osób. Mam wrażenie, że ekipa Night Runners osiągnęła w tej kwestii mistrzostwo i pojawiali się na trasie niemal wszędzie, krzycząc, biegnąc razem ze mną i wspierając chociażby dodatkowymi napojami. Biegło się naprawdę świetnie. Stopniowo, zgodnie z założeniem zwiększałem intensywność, aby po 30. kilometrze biec już na 86-87% tętna. Wydolnościowo byłem, jak się okazało doskonale przygotowany, niestety jednakobciążenie okazało się zbyt wielkie dla pasma biodrowo-piszczelowego, o którym w ostatnich tygodniach udało mi się już zapomnieć.Na długim podbiegu pod koniec maratonu (ul. Serbska) ból był tak silny, że biegłem już ze łzami woczach, karkołomnie próbując rozmasować w biegu mięsień uda.Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się nie zwolnić nawet na chwilę, być może po prostu mójorganizm odłączył „bezpiecznik” odpowiedzialny za ból. Ostatnie dwa kilometry to znów potężnadawka dopingu ze strony drużyny Night Runners, między innymi w postaci nieocenionego,wspólnego biegu. Coś jest w mojej głowie powodującego, że niezależnie od rangi czy długości rywalizacji ostatniemetry pokonuję niemal sprintem. I tym razem, pomimo przeogromnego zmęczenia z impetemwbiegłem na metę.W tym dniu i na tym dystansie dałem z siebie absolutnie wszystko. Pewnie dlatego po kilku sekundach uklęknąłem nie mogąc ustać już na nogach…Chwilę zajęło, zanim dotarło do mnie co właśnie zrobiłem nieco ponad 3 godziny w maratonie!!!I to zaledwie po 10 miesiącach odkąd zacząłem biegać! Mój organizm chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Jak się później okaże, niespodzianki bywają nie tylko pozytywne…Po debiucie maratońskim przebiegniętym na maksimum swoich możliwości dojście do siebiewymaga czasu. Pierwsze dni, zwłaszcza chodzenie po schodach to istna katorga.Przerwa w treningach trwała jednak tylko niecałe 2 tygodnie –wiedząc, że jestem w dobrej formie i znów w euforii po sukcesie postanowiłem sprawdzić swojemożliwości w półmaratonie. Padło na Kościan. Szybko ułożyłem dwutygodniowy plan treningowy,żeby powalczyć o dobry czas. Plan minimum – „złamanie” 1:30:00 – udało wykonać się z3-minutową nawiązką. Ku mojemu zdziwieniu na drugi dzień nie czułem już tradycyjnego po ciężkimbiegu zmęczenia nógmyślę, że start w maratonie miesiąc wcześniej przesunął próg bólu na tyle dale-ko, że dystans półmaratonu nie stanowił już takiego wyzwania… Niemniej jednak odpoczynek jestważny, tak więc po ostatnim w roku 2014 starcie w zawodach należał się tydzień wolnego.No a dalej…PLAN NA ROK 2014Taka już moja natura, że uwielbiam planować, a następnie te plany realizować. Miałem już pewne doświadczenia z treningami, znałem swoje mocne i słabe strony mogłem na spokojnie pomyśleć o dokładnym harmonogramie cykli treningowych i startach w zawodach, które przybliżą mnie do ukończenia koronnego w świecie triathlonu dystansu. Jako, że w międzyczasie poznałem bardzo ważną osobę, która wspiera mnie we wszystkich działaniach i z którą chciałbym na najważniejsze w swoim życiu zawody pojechać skorygowałem nieco plany –pierwsze moje zawody IRONMAN miały teraz odbyć się w Nicei (Francja) na koniec czerwca 2014. Zostało więc 7 miesięcy na przygotowania, a plan był następujący:· · · · · · · · · · · · ·Cholesterol– dziwne, jednak okazuje się, że problem nie dotyczy tylko otyłych osób. Będąc zdrową,wysportowaną i dobrze odżywiającą się osobą też można mieć poziom cholesterolu we krwi nagranicy dopuszczalnej normy  tak jest w moim przypadku. Niestety, zbyt wysoki poziom wpływanegatywnie na wytrzymałość takich struktur jak ścięgna.Uwielbiam rywalizację. Także grając w squasha daję z siebie wszystko, starając się za wszelką cenę dobiec i wygrać każdą piłkę. „Normalny” organizm już dawno się buntuje, jednak głowa sportowcanieco odbiega od normy –jest zdolna zmusić ciało do ponadnaturalnego wysiłku. Z jednej strony to dobrze, bo to właśniegłównie głową pokonujemy maratony, biegi górskie czy triathlony. Niestety jednak, niesłuchaniesygnałów organizmu prowadzi często do przeciążeń czy kontuzji.Kontuzje uczą pokory. Kiedy człowiek bierze od życia garściami, zbyt łapczywie, może się tymwszystkim zachłysnąć. Szykowałem się do bardzo ważnych dla mnie zawodów, a jednocześnie przez nieodpartą chęć rywalizacji miałem walczyć o czasy na różnych dystansach zawodów biegowych,pokonując tym samym kolejne bariery mojego organizmu. Narty i squash – wiem, że to bardzo urazowe sporty, jednak mimo to daje z siebie wszystko zarówno na stoku jak ina korcie… Być może wystarczyłoby traktować grę rekreacyjnie, a nie maksymalnie się poświęcać?Tego nie wiem i wiedzieć nie będę. Trzy tygodnie po kontuzji odbywała się sztafeta Night Runners.Pierwotny cel sportowy na nadchodzący rok miał brzmieć: „UKOŃCZYĆ IRONMAN FRANCE 2014”,jednak w ułamku sekundy zmienił się on na skromne…„MÓC POBIEC…”LECZENIEZ medycznego punktu widzenia Achilles zerwany był „idealnie” w jednym miejscu, bez żadnychpostrzępień, a operację udało się przeprowadzić mniej inwazyjną metodą – przezskórnie. Rokowania były więc dobre. Dalej już przyszła kolej na sprawdzian mojej wytrwałości i systematyczności. Aby odzyskać pełną sprawność konieczna jest rehabilitacja po kilka godzin dziennie. Starałem się wykorzystać każdemożliwe ćwiczenie, na które zezwolił lekarz i rehabilitant, a gdy miałem do wyboru „więcej” lub „mniej” zawsze wybierałem „więcej” – więcej ćwiczeń, więcej powtórzeń, więcej razy w ciągu dnia, większe obciążenia, szybsze wyciąganie kolejnych wkładek spod pięty, większy zakres ruchów stopą… Mój kalendarz treningowy, który odzawsze prowadziłem zmienił się w plan rehabilitacji, w którym zaznaczałem wykonywane ćwiczenia, czas ich trwania i postępy. Najbardziej istotne momenty leczenia:04.02 – operacja szycia ścięgna, założenie łuski gipsowej16.02 – zapisanie się na IM Mallorca 2014 – ten fakt wciąż jest dla mnie zaskakujący… :)21.02 – ściągnięcie szwów, zmiana łuski gipsowej na zdejmowalną ortezę pneumatyczną 02.03 – pierwsze próby pedałowania na rowerze stacjonarnym w ortezie09.03 – rehabilitacja na basenie – ruch nogą bez ortezy pod wodą 21.03 – zdjęcie ortezy i odłożenie kul, pierwsze próby chodzenia (z wkładkami pod piętą)05.04 – jazda na rowerze bez buta rehabilitacyjnego14.04 – próba truchtu, pierwszy przebyty kilometr04.05 – 100 km przejechane ciągiem na szosówce11.05 – udział w Volkswagen Prague Marathon, przebycie marszobiegiem 13,5 km21.05 – pierwszy bieg interwałowy· · · · · · · · · ...
Bez kategorii

Quo vadis Night Runners, czyli wygrana w programie Lider Animator i jej następstwa

20,1000,100Night Runners to obecnie dwadzieścia miast, w których biegamy wieczorami. Night Runners to minimum 1000 uczestników wspólnych treningów w każdym tygodniu. Night Runners to wreszcie blisko już 100 zaangażowanych koordynatorów naszych spotkań w całej Polsce. Skala grupy, drużyny, społeczności zaskoczyła wszystkich. Przyrost wręcz geometryczny miast pokazuje jedno, że warto. Warto...
zdrowie

[Strefa Fizjoterapeuty] – Mięsień piszczelowy tylny

Mięsień piszczelowy tylny A bywa to tak: „… i nagle pojawił się silny ból.. myślałem, że skręciłem kostkę, ale opuchlizny nie było ani nic podobnego, towarzyszył mi jedynie dość silny ból. Po paru dniach ból zmniejszył się, postanowiłem zagrać i nagle znowu to samo! Pojawił się dość silny ból tak...